Skip Navigation

Kup teraz!

Cena:  PLN 119.00
PLN 49.00
119.00
Ilość:
drukuj
Autorzy polecani » Włodzimierz Kłaczyński

..Zasiek Polski. tom 1* Idy lipcowe. Komplet

Tom I Zasiek Polski

Włodzimierz Kłaczyński

Wydawnictwo: PROFI-MED  s.c.

Rok wydania: 2008 Goleszów

Oprawa: miękka

Format: 23,5x17 cm

Ilość stron: 343

Waga: 593g

ISBN: 978-83-915093-2-0


Fabuła książki ogarnia jeden z ważniejszych momentów w historii Polski, a mianowicie manifest lipcowy. Autor zmierzył się z pokazaniem ważnej dla naszego kraju przeszłości na przykładzie losów różnych ludzi. Najważniejszym bohaterem jest Kuna, który wyrasta na postać symboliczną, a nawet historyczną. To człowiek, który potrafił przełożyć przywiązanie do wytyczonych przez siebie wartości na wyższe cele i idee.

Siedmiotomowy cykl "Miejsca" jest jak szkatułka kalejdoskopu. Geograficznie nie można umiejscowić fabuły. Rzecz dzieje się między Rzeszowem, Tarnobrzegiem i Sandomierzem. Jednak poprzez losy bohaterów można przenieść się też w okolice Mielca. Całość obejmuje czas od okresu międzywojennego po 1948 rok.

Za J. Termerem:
Polecam tę fabularną i znaczeniową kontynuację poprzedniego utworu Włodzimierza Kłaczyńskiego, nie tylko tym, którzy odkryli czysto artystyczne i poznawcze znaczenie tego dzieła, poznali już i docenili jego atrakcyjność czytelniczą, także i w warstwie ogromnej autorskiej inwencji językopwj natury, dzieła pełnego przy tym autentycznego poczucia humoru - nawet wówczas, gdy jest to tylko gorzki "chichot historii".

Źródło: hej.mielec.pl
Lekarz za piórem
05-11-2008 
 - Po każdej napisanej przez siebie książce jestem całkowicie wyczerpany. Nie wyobrażam sobie wtedy w ogóle, że mógłbym coś napisać, ani tym bardziej co to mogłoby być - mówi znany mielecki pisarz, lekarz weterynarii - Włodzimierz Kłaczyński.

Specjalnie dla czytelników portalu hej.mielec.pl opowiedział o swoim życiu, książkach, inspiracjach i pomysłach.

- Wydał pan teraz pierwszy tom kontynuacji „Miejsca".

- Tak, jest to „Zasiek Polski". Składa się z 2 tomów, pierwszy to „Idy lipcowe", który tytułem nawiązuje do manifestu lipcowego, natomiast drugi tom zatytułowany jest „Biały koń" i nawiązuje do białego konia generała Andersa, na którym miał przyjechać, żeby ratować Polaków.

- Kiedy Pan zaczął pisać swoje pierwsze książki?
 - Pisać zacząłem późno. Początkowo cała moja twórczość szła do szuflady i pewnie tak by zostało, gdyby nie skusił mnie konkurs na napisanie pamiętnika. Za te wspomnienia otrzymałem moją pierwszą nagrodę oraz propozycję publikacji w „Profilach rzeszowskich", które teraz już nie istnieją. To był dla mnie ogromny sukces, naprawdę się cieszyłem. Wydawało mi się, że wszyscy mnie na ulicy rozpoznają. Potem były kolejne konkursy, druga i pierwsza nagroda w konkursie Bieszczadzki Laur i tak to dalej poszło.

- I tak łatwo przychodzi Panu pisanie, nie potrzebuje Pan czasu na odnalezienie weny, inspiracji?
-Widzi pani ta wena jest we mnie, to jest taki przymus - ja muszę pisać. Poza tym ja cały czas pracuję nad tym co napiszę, poprawiam, redaguję, nigdy nie jestem zadowolony ze swojej pracy. Nawet jak książka już się ukaże widzę rzeczy, które chciałbym poprawić. Lubię żeby wszystko napisane było idealnie, jestem perfekcjonistą.

- Skąd w takim razie czerpie Pan pomysły?
- Przede wszystkim ze swojego życia. Na początku, gdy zaczynałem pracę mieszkałem na rozległym terenie, bardzo archaicznym nie tylko pod względem gospodarki, ale także obyczajowości. Znajdowały się tu wsie, wcześniej najprawdopodobniej pańszczyźniane, każdy hodował tu jakieś zwierzęta, a już przede wszystkim konie. Do pacjentów musiałem dojechać, przyjeżdżali po mnie chłopi furmanką, często spędzałem pół dnia jeżdżąc z nimi bezdrożami. To co usłyszałem od tych ludzi, starczyłoby na fabułę 10 powieści i nawet paru filmów, a echo tych zdarzeń błąka się praktycznie w każdej z moich książek. Widziałem wiele rozmaitych rzeczy, których już dziś nie ma - chociażby uprawy orkiszu, który teraz zastępuje pszenica.

- Jest Pan już starszym człowiekiem, wiele zmian nastąpiło w ciągu Pana życia. W związku z tym jakie jest pańskie spojrzenie na to, co jest dzisiaj?
- Jest to nieco staroświeckie spojrzenie człowieka, który widział w swoim życiu nieskażoną przyrodę, błękitną rzekę, pływające w niej ryby i piasek na głębokości 2 metrów. A dziś ta rzeka jest ściekiem, pomimo budowy wielu oczyszczalni. Nie daję sobie rady w świecie zbiurokratyzowanym, gdzie wszystko podlega urzędnikom. Niech pani sobie wyobrazi, żeby wykopać stawek wielkości 10 na 5 metrów należy zrobić podkłady geodezyjne i uzyskać tyle zezwoleń z różnych urzędów, że naprawdę wszystkiego się odechciewa. Dodatkowo urzędniczka, z którą się rozmawia cedzi słowa rzucając je natrętowi przez ramię. Świat ulega modzie i dotyczy to w dużej mierze kultury. Ciągle widzi się ta same nazwiska, słyszy te same opinie, zmieniają się tylko życiorysy. Nic się raczej nie zmieni, słyszałem, że komisja Palikowa chce uprościć biurokratyczne przepisy. Nie wierzę, że to się powiedzie, urzędnicy nie dopuszczą do zmian, w końcu muszą coś robić.

- Pański światopogląd jest dosyć pesymistyczny, ale chyba w pracy nie ma Pan większych problemów. W końcu udaje się Panu łączyć pracę lekarza weterynarii z pisaniem.
- Jest to bardzo trudne, ale tak, jakoś udaje mi się połączyć obydwie te rzeczy. Praca weterynarza jest bardzo wymagająca, a jak wracam do domu to już mi się nie chce pisać. Dlatego z reguły staram się wykorzystywać czas jaki mam tutaj, w przychodni, jeśli nadarza mi się jakaś chwila wolna to od razu biorę się za pisanie. Na przykład dzisiaj miałem psa podłączonego do kroplówki. Takie przypadki zajmują trochę czasu, więc kiedy zwierzę leżało, ja usiadłem do pisania.

- Mówi Pan, że pisze w pracy, ale jak pan to robi? Używa pan komputera?
- Nie, jestem już starszym człowiekiem i nauka obsługi komputera zajęłaby mi dużo czasu. Kiedyś myślę się nauczyć, ale teraz jestem zbyt zajęty. Z reguły piszę w zeszycie, mam też panią, która szybko pisze na komputerze, ona tu przychodzi, a ja jej dyktuję. Potem oczywiście wszystko poprawiam po parę razy, ale pierwsze wersje piszę w taki właśnie sposób.

- Jak do pańskiej twórczości odnosi się rodzina?
- Moja rodzina bardzo dobrze to przyjmuje. Ostatnia z moich książek „Zasiek Polski" zadedykowana jest żonie, która chętnie czyta moją twórczość. Ale też nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ ona uwielbia czytać i nawet wstyd się przyznać, ale w całym życiu przeczytała znacznie więcej książek niż ja. Z tym, że ja nigdy nie miałem dużo czasu, więc jestem tutaj trochę usprawiedliwiony.

-A czy oprócz pracy twórczej i zawodowej znajdywał pan w swoim życiu czas na inne przyjemności, może jakieś hobby?

- Ależ oczywiście. W swoim czasie dużo pływałem, nurkowałem, jeździłem na nartach wodnych, a nawet na jednej narcie, wyczynowo. Zawsze byłem bardzo aktywnym człowiekiem, jeszcze dziś popływałbym na nartach, ale już nie wyczynowo, na to jestem już zbyt wiekowy. Ostatni raz uprawiałem ten sport kiedy miałem 66 lat, ale jeszcze dziś pojeździłbym na nartach.

- Widzę, że jest pan bardzo wszechstronny. Ma Pan może jakiś plan na kolejną książkę, gdy już ukaże się całość „Zasieku"?
- Wie pani co, po każdej napisanej przez siebie książce jestem całkowicie wyczerpany. Nie wyobrażam sobie wtedy w ogóle, że mógłbym coś napisać, ani tym bardziej co to mogłoby być. Później z czasem powoli to we mnie narasta i znów jestem gotowy do napisanie nowej pozycji. Teraz kuszą mnie dzienniki, a może nawet felietonistyka, którą kiedyś także się parałem.

- Na koniec chciałabym poznać Pana zdanie o współczesnej literaturze.
- Przypatruję się temu co się dzieje w świecie literackim z boku. Nie należę do salonów, jestem pisarzem niszowym, nie stać mnie na reklamę i marketing. Przeciętni krytycy nie lubią mojej twórczości, jak zobaczą książkę, która ma 5 tomów, od razu rzucają ją w kąt. Kiedyś jeden z krytyków stwierdził, że jak pisarz nie potrafi wypowiedzieć się na 120 stronach, niech nie pisze w ogóle. Tak właśnie wygląda współczesna literatura, podobają się książki, które czyta się w pociągach. Moja twórczość jest zupełnie inna i dlatego jestem pisarzem pomijanym.


Rozmawiała Anna Krężel

Obwoluta
Otóż i sam Autor :)